Wstaję rano, przeglądam Facebook'a i natrafiam na post Dawnej Piły- jak wiecie (lub nie) uwielbiam tą stronę więc szybko czytam co napisali, ponieważ widzę, że poruszyli tematykę 1.09.1958 i tragedii z tego dnia. I... nie mogę uwierzyć co widzę na własne oczy : Link do "Pilanki w innym mieście" jako polecenie moich 2 artykułów na ten temat. Uśmiecham się do siebie i wiem, że muszę zaraz zadzwonić do dziadka, bo gdyby nie On to by ten tekst nie powstał, a ja miałaby na prawdę małe pojęcie o tamtym dniu. Po raz kolejny, dziękuję właśnie Tobie Dziadku, bo ten mały sukces to nie jest moje dokonanie, a nasze! Z naciskiem na Twoje :) Ja to tylko spisałam i przekazuje innym!sobota, 3 września 2016
Pilanka doceniona! :)
Wstaję rano, przeglądam Facebook'a i natrafiam na post Dawnej Piły- jak wiecie (lub nie) uwielbiam tą stronę więc szybko czytam co napisali, ponieważ widzę, że poruszyli tematykę 1.09.1958 i tragedii z tego dnia. I... nie mogę uwierzyć co widzę na własne oczy : Link do "Pilanki w innym mieście" jako polecenie moich 2 artykułów na ten temat. Uśmiecham się do siebie i wiem, że muszę zaraz zadzwonić do dziadka, bo gdyby nie On to by ten tekst nie powstał, a ja miałaby na prawdę małe pojęcie o tamtym dniu. Po raz kolejny, dziękuję właśnie Tobie Dziadku, bo ten mały sukces to nie jest moje dokonanie, a nasze! Z naciskiem na Twoje :) Ja to tylko spisałam i przekazuje innym!PRZYPOMINAMY O 1.09.1958
"On płakał, że nie pozwolono mu się bawić z resztą, jednak w ten sposób nie był dwunastą ofiarą..." - Historia pilskiej tragedii z 1958 roku.
To był piękny, słoneczny dzień- 1 września 1958 roku. Nie było placów zabaw, pełnych atrakcji parków tak jak teraz. Była jednak rzeka...
Spróbujmy się przenieść w tamto miejsce z tamtych czasów.
Całą historię poznałam dzięki mojemu dziadkowi. On też miał był w tamtym dniu na miejscu tragedii. Życie układa jednak różne scenariusze. O czym zaraz się przekonacie.
Tata mojego dziadka kazał mu jechać rowerem po...buraki. Po powrocie miał dołączyć do przyjaciół. Jednak nie zdążył.
Mój dziadek siada na kanapie, ja mam przed sobą zeszyt i komputer. Próbujemy wrócić do jego wspomnień.Z minuty na minutę przypomina mu się więcej faktów. Przypominają mu się nazwiska, twarze....
na forum dawana. pila czytaliśmy " Moja mama też tam miała być ale miała karę" itd.
Tragedia która wstrząsnęła całą Piłą, a teraz rzadko się o tym mówi. Jest owiana tajemnicą.
Rozpoczęcie roku wypadało 2 września, więc dzieciaki z SP 5 korzystały z pięknej pogody. W rzece znajdują długie, metalowe przedmioty. Każdy z nas był kiedyś dzieckiem- wie, że ciekawość jest w tym okresie na baaardzo wysokim poziomie!
Podpalona mina wybucha. W okolicy rozległ się wielki huk. Okna wypadły z ram, pękają fundamenty.
Mieszkańcy pomyśleli, że może być to kolejna wojna. Szybki bieg na miejsce zdarzenia. Szokujący, straszny widok...
Charakterystyczny był moment, gdy policja biegła czwórkami. Mój dziadek wtedy już wracał. 11 osób zginęło 2 się uratowały chowając za drzewem. Takiego szczęścia jak dziadek nie miał Tadeusz Kuchcicki, którego tata wysłał po papierosy. Z taką różnicą, że on już był w drodze do swoich kolegów kiedy nastąpił wybuch. Dostał odłamkami- zmarł w drodze do szpitala. Odszedł prawie na rękach ojca z którym był bardzo związany.
-Słyszałem, że bardzo często odwiedzał jego grób, aż któregoś dnia tam dostał zawału serca i zmarł....- opowiada dziadek . - Ludzie biegali bardzo szybko, dowiedziałem się, że mój brat nie żyje...
Przerywam zdziwiona: Twój brat?
-Tak... później okazało się, że razem z kolegą bawili się w tamtym czasie w szopie. Nie byli na miejscu tragedii, tak jak na początku myślano.
Ludzie opisywali, że szczątki dzieci były wszędzie- zawisły na drzewach, rozrzuciły się po trawie...
Na pogrzebie w Kościele pw. Świętej Rodziny była prawie cała Piła. 10 białych trumienek... tak 10... Niektóre szczątki były tak poniszczone...
Cudem uratowani byli Jerzy i Ewa. Ona miała całą twarz w prochach, on z ranami..bez oka. Pani Ela żyje do tej pory.
Dwa miesiące po tej rozmowie z dziadkiem przyjechałam do Piły na ferie. Udaliśmy się na wykład do Muzeum S. Staszica, a później w miejsce tragedii.
Dlaczego o tym pisze? Gdzie sens? To było 57 lat temu...
Dlatego, że rodzina i mieszkańcy nigdy o tym nie zapomną... to wydarzenie i pamięć o tych dzieciach ciągle żyje w tym miejscu.
Przed zapytaniem dziadka zapytałam mamę(Pilanka) Wiesz coś na temat tej tragedii? Wiedziała tylko tyle, że owa miała miejsce...
Słońce tego dnia, gdy odwiedzaliśmy to miejsce wydawało się być bardzo silne, może żeby przypomnieć nam, że to był bardzo słoneczny dzień...
Całą drogę wracaliśmy do tamtego dnia... do budynków których już nie ma lub tych które ciągle są...
Sklepik...pewnie ma swoja nazwę, ale każdy mówił na niego 'na schodkach' może właśnie tam papierosy kupował Tadeusz Kuchcicki. Dalej szkoła Podstawowa nr 5...obchodziła w trakcie naszej wizyty 60 lecie.
Byliśmy co raz bliżej. Krzyż. Został on postawiony na 40 rocznicę tego wydarzenia. Niech Was nie zmyli miejsce jego postawienia. To nie miejsce wybuchu. Został on tam umieszczony, by więcej ludzi zwróciło na niego uwagę.
Człowiek stoi pod tym krzyżem i myśli. Co czuli rodzice...
A ta jedenastka uśmiechniętych dzieci , które chciały tylko zaspokoić swoją dziecięcą ciekawość...odeszła.
Milicja? Teoretycznie była informowana o tych 'wojennych pamiątkach' w rzecze...mówili, że je usuwają...Mówili. A dzieci, które jeszcze dobrze nie poznały świata je znalazły... To sprawiło, że siedzę teraz bezpieczna w domu bliska wieku Jerzego Raka i opisuję tą tragedię, o której wielu z nas zapomniało albo...nie wiedziało...
Idziemy dalej... na Aleję Niepodległości 44 i 46. Dodam zdjęcia. Wszystko zobaczycie- z podpisami i nazwiskami mieszkańców.
Ten biały budynek... dzieci miały od domu do rzeki 2 kroki...
Z 44 odszedł Stefan Reif (10 lat)
Mieszkali tam też Państwo Łosoś. W ich domu panowała zasada- w domu przed 19 - to ich uratowało...
Oraz Karpińscy. Młodszy ich syn to ten co bawił się w szopie z kolegą. Starszy syn? Tak... Rysiek. Mój dziadek.
Drugie wejście 46- ofiary- Osiński, dwóch Abramowskich, Kuchcicki i Jerzy Kożuch- który tragedię przeżył.
Oglądaliśmy mieszkania, udało się wejść do klatki.
-Te same barierki...te co wtedy...- mówił mój dziadek.
Cała reszta mieszkała w okolicy wybuchu- wszyscy dobrze się znali. Idziemy dalej...
Dziadek patrzy na Panią stojącą obok. Po chwili się serdecznie witają. Przedstawia mnie- mówi o czym piszę. Kobieta uśmiech się i opowiada swoje wspomnienia. Pamięta młode twarze.... i tą śliczną pogodę! Każdy pamięta tą śliczną pogodę. Trzymała się po wybuchu z cudem uratowaną Ewą Skotarczyk. W tamtym miejscu, każdy pamięta tą paskudną historię. Pamiętają pogrzeb i te białe trumieńki.
W głowie - kłębek myśli... a my nie byliśmy w najważniejszym, najistotniejszym miejscu..W miejscu w którym to się stało...w miejscu w którym skończyło się wszystko.
Adriana Jeziorska
ZDJĘCIA I PODPISY- https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1604768016447911&id=1604416223149757
To był piękny, słoneczny dzień- 1 września 1958 roku. Nie było placów zabaw, pełnych atrakcji parków tak jak teraz. Była jednak rzeka...
Spróbujmy się przenieść w tamto miejsce z tamtych czasów.
Całą historię poznałam dzięki mojemu dziadkowi. On też miał był w tamtym dniu na miejscu tragedii. Życie układa jednak różne scenariusze. O czym zaraz się przekonacie.
Tata mojego dziadka kazał mu jechać rowerem po...buraki. Po powrocie miał dołączyć do przyjaciół. Jednak nie zdążył.
Mój dziadek siada na kanapie, ja mam przed sobą zeszyt i komputer. Próbujemy wrócić do jego wspomnień.Z minuty na minutę przypomina mu się więcej faktów. Przypominają mu się nazwiska, twarze....
na forum dawana. pila czytaliśmy " Moja mama też tam miała być ale miała karę" itd.
Tragedia która wstrząsnęła całą Piłą, a teraz rzadko się o tym mówi. Jest owiana tajemnicą.
Rozpoczęcie roku wypadało 2 września, więc dzieciaki z SP 5 korzystały z pięknej pogody. W rzece znajdują długie, metalowe przedmioty. Każdy z nas był kiedyś dzieckiem- wie, że ciekawość jest w tym okresie na baaardzo wysokim poziomie!
Podpalona mina wybucha. W okolicy rozległ się wielki huk. Okna wypadły z ram, pękają fundamenty.
Mieszkańcy pomyśleli, że może być to kolejna wojna. Szybki bieg na miejsce zdarzenia. Szokujący, straszny widok...
Charakterystyczny był moment, gdy policja biegła czwórkami. Mój dziadek wtedy już wracał. 11 osób zginęło 2 się uratowały chowając za drzewem. Takiego szczęścia jak dziadek nie miał Tadeusz Kuchcicki, którego tata wysłał po papierosy. Z taką różnicą, że on już był w drodze do swoich kolegów kiedy nastąpił wybuch. Dostał odłamkami- zmarł w drodze do szpitala. Odszedł prawie na rękach ojca z którym był bardzo związany.
-Słyszałem, że bardzo często odwiedzał jego grób, aż któregoś dnia tam dostał zawału serca i zmarł....- opowiada dziadek . - Ludzie biegali bardzo szybko, dowiedziałem się, że mój brat nie żyje...
Przerywam zdziwiona: Twój brat?
-Tak... później okazało się, że razem z kolegą bawili się w tamtym czasie w szopie. Nie byli na miejscu tragedii, tak jak na początku myślano.
Ludzie opisywali, że szczątki dzieci były wszędzie- zawisły na drzewach, rozrzuciły się po trawie...
Na pogrzebie w Kościele pw. Świętej Rodziny była prawie cała Piła. 10 białych trumienek... tak 10... Niektóre szczątki były tak poniszczone...
Cudem uratowani byli Jerzy i Ewa. Ona miała całą twarz w prochach, on z ranami..bez oka. Pani Ela żyje do tej pory.
Dwa miesiące po tej rozmowie z dziadkiem przyjechałam do Piły na ferie. Udaliśmy się na wykład do Muzeum S. Staszica, a później w miejsce tragedii.
Dlaczego o tym pisze? Gdzie sens? To było 57 lat temu...
Dlatego, że rodzina i mieszkańcy nigdy o tym nie zapomną... to wydarzenie i pamięć o tych dzieciach ciągle żyje w tym miejscu.
Przed zapytaniem dziadka zapytałam mamę(Pilanka) Wiesz coś na temat tej tragedii? Wiedziała tylko tyle, że owa miała miejsce...
Słońce tego dnia, gdy odwiedzaliśmy to miejsce wydawało się być bardzo silne, może żeby przypomnieć nam, że to był bardzo słoneczny dzień...
Całą drogę wracaliśmy do tamtego dnia... do budynków których już nie ma lub tych które ciągle są...
Sklepik...pewnie ma swoja nazwę, ale każdy mówił na niego 'na schodkach' może właśnie tam papierosy kupował Tadeusz Kuchcicki. Dalej szkoła Podstawowa nr 5...obchodziła w trakcie naszej wizyty 60 lecie.
Byliśmy co raz bliżej. Krzyż. Został on postawiony na 40 rocznicę tego wydarzenia. Niech Was nie zmyli miejsce jego postawienia. To nie miejsce wybuchu. Został on tam umieszczony, by więcej ludzi zwróciło na niego uwagę.
Człowiek stoi pod tym krzyżem i myśli. Co czuli rodzice...
A ta jedenastka uśmiechniętych dzieci , które chciały tylko zaspokoić swoją dziecięcą ciekawość...odeszła.
Milicja? Teoretycznie była informowana o tych 'wojennych pamiątkach' w rzecze...mówili, że je usuwają...Mówili. A dzieci, które jeszcze dobrze nie poznały świata je znalazły... To sprawiło, że siedzę teraz bezpieczna w domu bliska wieku Jerzego Raka i opisuję tą tragedię, o której wielu z nas zapomniało albo...nie wiedziało...
Idziemy dalej... na Aleję Niepodległości 44 i 46. Dodam zdjęcia. Wszystko zobaczycie- z podpisami i nazwiskami mieszkańców.
Ten biały budynek... dzieci miały od domu do rzeki 2 kroki...
Z 44 odszedł Stefan Reif (10 lat)
Mieszkali tam też Państwo Łosoś. W ich domu panowała zasada- w domu przed 19 - to ich uratowało...
Oraz Karpińscy. Młodszy ich syn to ten co bawił się w szopie z kolegą. Starszy syn? Tak... Rysiek. Mój dziadek.
Drugie wejście 46- ofiary- Osiński, dwóch Abramowskich, Kuchcicki i Jerzy Kożuch- który tragedię przeżył.
Oglądaliśmy mieszkania, udało się wejść do klatki.
-Te same barierki...te co wtedy...- mówił mój dziadek.
Cała reszta mieszkała w okolicy wybuchu- wszyscy dobrze się znali. Idziemy dalej...
Dziadek patrzy na Panią stojącą obok. Po chwili się serdecznie witają. Przedstawia mnie- mówi o czym piszę. Kobieta uśmiech się i opowiada swoje wspomnienia. Pamięta młode twarze.... i tą śliczną pogodę! Każdy pamięta tą śliczną pogodę. Trzymała się po wybuchu z cudem uratowaną Ewą Skotarczyk. W tamtym miejscu, każdy pamięta tą paskudną historię. Pamiętają pogrzeb i te białe trumieńki.
W głowie - kłębek myśli... a my nie byliśmy w najważniejszym, najistotniejszym miejscu..W miejscu w którym to się stało...w miejscu w którym skończyło się wszystko.
Adriana Jeziorska
ZDJĘCIA I PODPISY- https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1604768016447911&id=1604416223149757
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Dlaczego powstał Fanpage "Pilanka"?
A aby miło się czytało, polecam posłuchać :) ---- Muzyka <klik>
Pomysł wpadł nagle, ale nie myślałam, że spotka się to z takim zainteresowaniem. Ba! Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że sam Pan Prezydent Piły wie kim jestem, nie uwierzyłabym.
Początek łatwy nie był. Spodziewałam się około 100 polubień.( Taka setka na Fejsie to na prawdę mały wyczyn. Dla porównania jest Was teraz ponad 1400) Nic więcej. Małego odzewu. Braku zainteresowania. Ale tak nie było.
W komentarzach powstała mała burza... fala hejtu- "po co Ty To robisz? Piła świetnie sobie poradzi bez Ciebie na Facebooku, Kolejna głupota w sieci, aby zabić wakacyjną nudę..."
Byłam dość spokojna, to nie mój pierwszy Fanpage, wiedziałam, że tak może być. Tu, gdzie mnie teraz czytasz, musisz wiedzieć, że czuję się bardzo bezpiecznie. Dlaczego? Bo na bloga mało kto zagląda. Nawet ja o nim zapominam :) Facebook ma większy zasięg, a ja poczułam, że chcę to zrobić. Dla Piły, ale też dla... siebie. Byłam ciekawa jak zareagują ludzie na to co robię. Na tekst, który napisałam tu, na stronie, ale prawie nikt go nie widział... Nie chciałam robić czegoś dla nikogo. Chciałam dotrzeć do ludzi!
Fala hejtu przeszła właśnie po tym artykule o tragedii z 1958 roku. (od tamtej pory cisza).Wtedy siedziałam z telefonem w dłoni i miałam łzy w oczach. Polubienia wzrastały, pojawiły się udostępnienia oraz... komentarze i wiadomości prywatne. Byłam w szoku, że ludzie mi zaufali i opisali swoje małe wspomnienia z tego wydarzenia. Utwierdziło mnie to tylko, że fanpage zostaje bo ma cel. Przybliżyć Piłę, każdemu mieszkańcowi i przedstawić każdemu Polakowi.
Byłam odważniejsza w postach. Otwierałam się. Pisałam co czuję ja. Tęsknie za miastem. Nie musiałam długo czekać, a pojawiał się komentarz, że ktoś czuje zupełnie to samo. Wiedziałam, że nie jestem w tym sama.
Bardzo ciepło został przyjęty też mój dziadek, który nie krył wzruszenia, gdy dowiedział się ile osób złożyło mu życzenia. Osoby, które na ulicy by go nie poznały, nie zagadały, bo najzwyczajniej w Świecie się nie znają, składali mu pełne ciepła urodzinowe "zdrowia, szczęścia, pomyślności".
Hejty ucichły, posty pojawiają się regularnie, kiedy tylko mam czas, wenę i zdjęcia. Teraz chciałabym stworzyć Pilski film/klip/spot. To mój mały-wielki cel :) Ale z powodu matury daję sobie spory zapas czasu do deadline'u.
Chciałabym Wam serdecznie podziękować bo to Wy tworzycie to wszystko. Tworzycie też ten Fanpage i jeżeli macie jakieś propozycje piszcie ;)
-Pilanka
czwartek, 5 maja 2016
Pilanka
PIŁA- te cztery literki to ogrom miłości, radości i uśmiechu. To marzenie o które cały czas walczę. To moja "praca" choć lepszą nazwą jest PASJA. To szum wody na Płotkach i rzeki, gdy siedzę na bulwarach. To lody w MacDonaldzie i wykłady w Muzeum. To ten jeden, piękny pocałunek w "altance miłości", to kijek do selfie i różne filmiki. To fotografowanie nawet najmniejszego źdźbła trawy. Pilskiej trawy. To przełamanie strachu, podejście i zapytanie. Przeprowadzenie wywiadu. Czerpanie wiedzy. Tworzenie bloga i Fanpaga. Mejle, wiadomości i komentarze od ludzi- takich jak ja, o których istnieniu nie miałam pojęcia. To zwykły/niezwykły lajk od prezydenta miasta.Te wszystkie sprawy tworzą mnie. Mnie w Pile. Pilankę.
sobota, 2 kwietnia 2016
Co by było gdyby...
Czy zastanawiacie się czasem co by było gdyby...?Co by było gdybym została w Pile. Mieszkała tam. Chodziła do szkoły.
Nie miałabym problemu z byciem PILANKĄ. Nikt by się nie przyczepił. Każdego ranka patrzyłaby jak słońce wschodzi, a wieczorami jak chowa się za Gwdą... Może to właśnie przy fontannie w parku zawiązałabym przyjaźnie, chodziła na kawę na deptaku.
Brałabym udział w miejskiej Wigilii i jarmarku bożonarodzeniowym.
Biegałabym w Muzycznej Ćwiartce oraz biegu 3 króli 6-go stycznia...
Na lekcjach słyszałabym "Piła" i brałabym udział w różnych konkursach.Oglądałabym wiadomości z asty.
Latem zachwycałabym się wyspą i fontannami.
Zimą-pięknie ozdobioną Śródmiejską/ Ossolińskich.
Znałabym lepiej każdą ulicę, sklepy, kawiarnie...
Ale czy...?
Czy potrafiłabym się zachwycać tak jak teraz?
Przecież człowiek jest skonstruowany w taki sposób, że najlepiej docenia to co stracił...
Czy może przechodziłabym tymi uliczkami tylko po to by dojść zmęczona po szkole do domu?
Może nie spotkałabym tak wspaniałych przyjaciół jak tych, których mam teraz. Na pewno nie...
Czy byłabym tą samą Adą...?
Nie...
Miejsce w którym się urodziliśmy i miejsce w którym się wychowujemy nas kształtuje. Piła jako miejsce urodzenia zapisała się w moim sercu na dobre...a Bydgoszcz?
Bydgoszcz nauczyła mnie kochać to co mam w sercu.
Nie byłabym tą samą osobą, która teraz do Was pisze...i nie ma co gdybać co by było gdyby było...
sobota, 26 marca 2016
Mój dom...
Jak to jest, że jedno miasto zapisuję się w naszym sercu w specyficzny sposób? Że nie wiemy dlaczego, ale kochamy je i rzadko kiedy widzimy w nim wady?Dlaczego to właśnie miasto staje się czasem naszą pasją?
Od najmłodszych lat w Pile czułam się jak w domu... Bo to jest mój dom. Wielokrotnie słyszałam, że mieszkając tam tylko przez swoje pierwsze 3 latażycia nie mam prawa nazywać się "PILANKĄ" ... A kto ma takie prawo?
Mieszkaniec, który nie interesuje się historią ziemi na której przebywa? Zna tylko podstawowe ulice, aby dojechać do pracy czy szkoły i wrócić do domu? Czy ktoś taki może mieć prawo do nazwy "Pilanin" ? Ktoś kto nie wie kto to był Staszic i że to do niego i jego rodziny należał ten biały domek na ulicy Browarnej... Ktoś kto w życiu nie zagościł w Parku Miejskim, albo był tam tylko przez przypadek... Czy może ktoś kto nie widzi nic pięknego w tych wszystkich fontannach, odnowionych uliczkach, Wyspie...
On ma takie prawo? A ja...
Nie żyje tu. Nie mieszkam. Nie funkcjonuje...
Nie przechodzę przez Bulwary w pośpiechu tylko po to by gdzieś dojść..
Ten biały mały domek...nie jest mi znany tylko z zewnątrz...A o Staszicu nie słyszałam tylko na lekcji historii w gimnazjum...
Mieszkając daleko od Piły i widując tu gdzie mieszkam rejestrację samochodu "PP" uśmiecham się samoistnie.. Nie wstydzę się tego skąd pochodzę...małe miasto nie wiadomo gdzie? Nie! Choć wiem, że mogę być wyśmiana pisząc taki post, nie zwracam na to uwagi...
Dlaczego?
Bo wybrałam bycie Pilanką!
A najważniejsze jest to co masz w sercu, a nie to gdzie mieszkasz i co masz napisane w papierach!
~Pilanka
Subskrybuj:
Posty (Atom)

